|
Czy w dniu dzisiejszym potrzebujemy regionalizmu? Co właściwie kryje się pod tym słowem – powrót do przeszłości, czy kreacja przyszłości, tożsamość miejscowa, czy separacja niewielkiej grupki dziwaków? To pytanie zadaję sobie ostatnio dosyć często, czyli przy każdej okazji podejmowania nowego zlecenia na projekty.
W tym roku takich zleceń mamy już ponad 30 i dlatego jeszcze bardziej staje się to tematem ważkim i naglącym, to jest przesłanka gwałtownego rozwoju budownictwa na Podkarpaciu, który nie zmierza do konstruktywnego indywidualizmu, ale do niebezpiecznego bałaganu przestrzennego. Na rynku są tysiące projektów typowych z Warszawy, Krakowa, Wrocławia i innych dużych miast, a na naszym rynku!? Na Kaszubach powstały specjalne parki regionalne (Kaszubski, Wdzydzki i inne) tam obowiązują surowe zasady, które kreują zdrową wizję krajobrazu kulturowego wsi, ale tam „prawdziwych Cyganów (starych kaszubskich domów) już nie ma”, a u nas są tradycyjne podkarpackie domy i wille. Na Podhalu jeden człowiek wykreował całkowicie nowy styl architektoniczny, który z tego, co mi wiadomo, nie ma wiele wspólnego z tym, co było prawdziwą podhalańską tradycją, a teraz ten nowy styl zaczyna zaglądać w nasze góry - tylko czy on tu pasuje!? „A przecież mi żal…”, że Iwonicz, Rymanów, Baligród, Dukla i Jaśliska to już tylko cienie dawnych malowniczych miasteczek i uzdrowisk, z burzliwie i trochę bezładnie rozwijająca się zabudowa mieszkaniową utrzymaną w feerii stylów i barw, tak jakby wstydem było mieć dom podobny do sąsiada. Jeżeli taki osąd jest słuszny, to, co mogą powiedzieć nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy, no Austryjacy i Niemcy to po prostu powinni ze wstydu pod ziemię się zapaść, bo u Nich to wszystko jakieś takie podobne do siebie i aż niemiło (nie zawsze) zadbane i kolorowe. Przecież od kilkuset lat nie wpadli na pomysł, by połamać i zróżnicować kąty spadku połaci dachu, na nowych domach malują kwiatki na ścianach – feeee wstyd!!! No i drewno dalej szanują, zamiast uczciwego gazobetonu (w slangu braci architektów zwanego czule gówn…betonem), matko jedyna, gdyby te chłopaki w końcu przyjechali na moje własne podwórko, to może by się nauczyli jak się buduje – tylko, dlaczego to mi jest wstyd, jak do nich jadę!? Jak mam okazję wyjechać do tych zacofanych krajów, czuję się jakoś tak dobrze, i pewnie nie mam gustu, bo ten porządek przestrzenny też mi się podoba, w tym artykule zamieszczam klika fotek, na których widać zdjęcia nowej wsi (pod dużym miastem) w Danii, w której architekt, mówiący po polsku (się bestia nauczył, jak studiował w Krakowie) pokazał mi, że architektura i urbanistyka, to może być coś jakby poezja muru i przyrody. Mówię Wam, nie mogę tego pojąć, że nie musząc zwracać uwagi na hektary, na wielkość działek, na ograniczenia finansowe, starannie porozkładał działki we wzory widoczne tylko z samolotu, zadał sobie trud, by nowe domy poustawiać tak, by nie wycinać starych drzew, drogi poprowadził esami i floresami, które uszanowały ukształtowanie terenu, a przecież wystarczyło wziąć „spycha” i zaorać trochę chwastów. Do tego ustawił jakąś harmonię podporządkowaną ważności obiektów – tak jak to było kiedyś w naszym zacofanym kraju szlachciurów, gdzie Pan, Wójt i Pleban, mieszkając koło siebie wyznaczali centrum miejscowości i jej czytelny funkcjonalny układ, gdzie nie było nic ciekawego, ale każdy wiedział gdzie jest, jak ma budować i dlaczego. 
Taaa – wspominam teraz gawędy Profesora Piękna Wiktora Zina, gdy opowiadał nam o tym jak to nasze wsie, niegdyś traktowane były jako wzory, a „cita ideale” w XVI wieku powstała za sprawą uciskającego Lud pracujący miast i wsi magnata Zamojskiego, który w swej niewysłowionej dumie nazwał to miasto swoim nazwiskiem. oczyszczanie organizmu z toksyn
No, co prawda może nie zawsze udaje nam się pokonać, prawa natury i ta skubana, daje nam od czasu do czasu popalić (vide hala w Katowicach i parę innych obiektów), ale w końcu,co tam, jak się coś zawaliło, to pewnie człowiek błąd popełnił, jak kiedyś budowało się skośne dachy w Polsce, to mądrość ludzka pokazała, że i płaskie są Ok, co ukazem Warszawskim zmieniło obraz naszego, podkarpackiego i nie tylko budownictwa, obdarzając nas cudownymi w swym uroku kostkami, które mądry galicyjski naród półpłaskim dachem ozdobił, w przeciwieństwie do kaszubskich Ludów, którym się to nie udało, oj nad „plaskaczami” pracowaliśmy, by wykorzystać jakoś przeciekającą wodę. Hummer warszawa
Tak - miałem przyjemność gościć pewnego Pana z Austrii, stary już taki, bo latek ma już przeszło 90, ale jeszcze się twardo trzyma, pojechaliśmy do Rymanowa Zdroju i Iwonicza, bo Republika Iwonicka czasu wojny, jako niemieckiemu oficerowi, przyprawiła Mu trochę siwych włosów na głowie, bo jak wspominał, zajechał tam nic nie wiedząc o zmianach we władaniu, i zapytał grzecznie uzbrojonego partyzanta gdzie jest miejscowy komendant wermachtu, bo jego pilot lądował w górach iwonickich, a On miał go odstawić na lotnisko w Krośnie, został uprzejmie poinformowany, że Niemców już w Iwoniczu nie ma, a jak lotnik się znajdzie, to wskażą mu drogę do Krosna, po czym w pełnej zgodzie rozstali się życząc sobie wzajemnego przeżycia wojny. Otóż Fryc ów, wspominał, że wraz ze swoim dziadem jeździli przed wojną do jednego z naszych herbowych, które mieszkał w owym czasie w Iwoniczu, i podpatrywali wzorki z naszych sanatoriów, drewnianych sterczynek, bajecznych wycinanek „zatyłków”, zastrzały kolumienek i ryzality i mówił, że pewien jego sąsiad ze zdjęć skopiował, wille Szeptyckich w Korczynie i postawił pod Wiedniem - a dzisiaj gościowi szczęka opadła i powiedział: „co wyście narobili!????”………
Regionalizm kształtuje koloryt miejsca, powoduje, że jest, co oglądać i warto poruszać się o kraju, by zobaczyć coś nowego, odmiennego od tego, co jest na naszym własnym podwórku, w połączeniu z niezwykłymi krajobrazami naturalnymi odpowiedni koloryt naszej nowej architektury, może wypromować ten region pod względem turystycznym na skalę Europy, tylko, że przed nami bardzo dużo pracy!!!
|