ObrączkiRestauracja Błonie
ObrączkiRestauracja Błonie
Dzisiaj jest poniedziałek, 09 marca 2010 r. 67 dzień roku.
krawężniki granitowe
  Imieniny Dominika, Franciszki, Katarzyny
Ku pamięci architekta piękna, profesora Wiktora Zina Email
  
Poniedziałek, 16 Lipiec 2007 13:28

 Drogi Panie Profesorze!

Po raz drugi spóźniłem się na spotkanie z Panem!

Wtedy w Krakowie w połowie lat 90-tych, powiedział Pan, jak zwykle pół żartem pół serio: „ A pan, panie kolego to samolotem z warszawskiej przyleciał!???”

Teraz, jeżeli Pan pozwoli, pierwszy raz w życiu nie będę się spieszył na spotkanie z Panem, bo tam gdzie Pan jest teraz, nie dojedzie żadna taksówka przez płytę rynku, czasu też tam nie odmierzają żadne zegary tej ziemi, a zegarmistrz światła otacza Was purpurowym blaskiem spokoju.

Brakło mi kilku miesięcy… może roku…

A wszystko było już prawie gotowe, portal się narodził, zeszyt projektów…nawet stowarzyszenie było bliskie, a Pan nie miął już czasu czekać dłużej, nawet tej małej kropli w oceanie przemijających minut…

Właśnie tych, których mi zabrakło!

Chciałem by Pan ocenił ten nasz, prawie 10 - cioletni trud, tak samo wnikliwie i surowo jak każdą z dotychczasowych moich prac.

Zwlekałem tak długo, bo chciałem, by oprócz samych zarysowanych kart przedstawić Panu również owoce tych moich bazgrań.

Co prawda w Turaszówce stoi już pierwszy domek, ale to jeszcze nie to!

W Krzywem pod Cisną trzy, w Łobozewie, w Starym Lesie, pod Chmielnem, ale to wszystko nie to!

My chcemy budować nowe domy po staremu, zarazem nowocześnie i tradycyjnie ze wszystkimi szykanami!!!

Panie Profesorze, Pan zaczął tę przygodę z drewnem!

Kiedy się ona zaczęła!?

W 2004 roku w Starym Lesie!? Czy w 1990 w Krakowie!?

Kiedy dane mi było poznać Pana!?

 

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Duch - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998

To było chyba w 3 klasie prześwietnego I Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Krośnie, kiedy na feriach zimowych pojechałem do mojej Siostry do Krakowa i przy jakiejś okazji spotkaliśmy się – wtedy Pan Profesor powiedział: „A więc kolego, architektem być zamierzasz – spróbuj, więc…” tego nie zapomnę!

Przypomniałem sobie dzień, gdy Pan Profesor, pośród owalnego audytorium przywitał rzeszę nieszczęśników pragnących dołączyć do klanu.

Zwyczajne poprawienie okularów, ręce założone do tyłu, wystudiowany, miarowy i spokojny głos, a na koniec, krótki ukłon w naszą stronę – „Powodzenia” – niektórym się powiodło.

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Humoraska Dworzaka - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998
 

Wtedy przyszłość nie miała twarzy! Dostać się na studia, a co potem!? Będzie, co ma być, najważniejsze są wszak te dni, których jeszcze nie znamy.

Pierwszy wykład z historii architektury drewnianej opuściłem…

Pamiętam dzisiaj drugi, wykład z „drewna” – no to było coś!!!

Za oknem kanoniczej, piękne jesienne słońce, a Pan z ręką za plecami, i kredą, jak szpadą w prawicy przed tablicą z kartami papieru!

Jaki ja byłem zły, gdy Pana dłoń poczęła kreślić wolty i tęcze światła wyczarowywać za pomocą prostej kredy i słowa, a ja nie umiałem się znaleźć na tej sali!

Byłem bezsilny ze swoim długopisem i kratkowanym zeszytem – jak można było równocześnie słuchać tego melodyjnego głosu, obserwować poczynania kredy na tablicy, oraz – pożal się Boże! – smarować coś w zeszycie…

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Krztuń - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998
 

Panie Profesorze! To był zaledwie rok! Czyli tyle co mgnienie oka, ale to drewniane ziarno padło na podatny grunt, może nawet ten drugi wykład już zakiełkował…

Potem były różne zajęcia i zawsze ta sama postawa, utrwalona w mojej pamięci granatowa marynarka, złote okulary, ręka za plecami, nieodłączna kreda w garści, rysik lub piórko!

Na studiach jak w każdej szkole obowiązywały zasady i sztuczki, tak było i z Pana kursami.

Moja Siostra sugerowała, że jeżeli tylko można, to trzeba unikać egzaminów z Panem i tę „świętą” zasadę w 100% wypełniłem – nie licząc obrony dyplomu, nie miałem przyjemności, albo stresu, spotkać Pana na egzaminie, a wśród Braci studenckiej różne krążyły opowieści.

Bajka to albo i nie, ale kiedyś ktoś opowiadał, jak pięciu Chłopa weszło do jaskini Lwa (czytaj gabinetu Profesora) - pada pytanie, temat coś tam na Litwie z dawnych dziejów.

Pierwszy padł, drugi, trzeci też, a czwarty delikwent odpowiada: Panie Profesorze, co do tematu pytania, nie mam nic do powiedzenia, ale znam ten wiersz: „Litwo, Ojczyzno moja…” produkuje się biedak do końca inwokacji, a Pan słucha i w ciszy, która nastaje pada wyrok: „Dziękuję Panom – wszystkim! Proszę zostawić indeksy”. 

Potem znowu, w moich czasach, kolega, którego nazwiska nie pomnę – termin zerowy, wiadomości mało, ale zawsze, można się przekonać jak to będzie w normalnym trybie.

Naciska klamkę – jego kolej – Pan Profesor za biurkiem, coś notuje, mina: „nie podchodź!”, widać poprzednik dał się we znaki, będzie cieniutko!...

Pada pytanie – kolega czuje klęskę na samym wstępie – pada drugie: „Co kolega taki blady? Czy aby zdrowie szwankuje?”.

Na co kolega odpowiada: „Dziękuje Panie Profesorze, czuję się dobrze, ale niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie.”

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Krztuń - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998

Ponieważ ładnie to powiedział, Profesor zasugerował biedakowi, by się odwrócił do rozmówcy plecami, następnie kazał wykonać głęboki skłon i gdy zainteresowany, był przekonany, że dostanie solidnego kopniaka usłyszał pytanie:

- Co Pan widzi w tej pozycji?

    - Pana Profesora,

- A poza mną?

    - Okno…

- A poza nim?

    - Wawel…

- No i to jest dobra odpowiedź, proszę o indeks – dostatecznie.

Ile w mojej głowie zostało wiadomości z wykładów – pewnie niewiele.

Czy to jest właściwa metodologia kształcenia studentów – nie wiem, ale o żadnym z naszych wykładowców nie mogę tyle powiedzieć, a na pewno nie przypominam sobie tylu anegdot…

Pan Profesor zawsze wspominał kresy, Wołyń, Podole, okolice rodzinnego Hrubieszowa, warsztat Ojca, profesora Estreichera, wspominam dzisiaj dygresje, które każdemu wykładowi nadawały niezapomniany koloryt i pozornie rozpraszając uwagę, tym mocniej zakorzeniały treść w pamięci.

Kto inny potrafił tak jak Pan niekonkretnie mówić o konkretach, które twardo i na stałe utkwiły w mej słabej pamięci – to była swoista magia!

Po tych górnych i chmurnych latach na Polibudzie, nastał w końcu piąty rok i decyzja, co z dyplomem!?

Kwestia wyboru promotora, była oczywista, kwestia tematu pracy bynajmniej.

Pan Profesor miał dla mnie temat prosty i oczywisty, napisać o starym klasztorze, w którym mieszkałem, no, ale ja miałem inny - swój własny temat – a Pan nie był zadowolony, jak zaczęłam go wykładać, po chwili namysłu powiedział Pan: „Musi Pan sobie zdawać sprawę, że w tej sytuacji, albo zdasz Pan obronę na celująco, albo wcale! Niech się pan kolega zastanowi, ja się powtarzać nie będę”. 

Rzeczywiście, nie wracał Pan nigdy do tej kwestii, zaakceptował Pan mój wybór i kierował krokami, tak, że udało się ten dyplom obronić zgodnie z Pana przewidywaniami.

Kasyno Przypominam sobie korekty – coś w rodzaju przesłuchania podzielonego na dwa etapy, sprawdzenie postępu, rzeczowe sugestie, porady, a potem luźna rozmowa, rzeczywiście jak z kolegą, skąd się wzięły materiały, które zdobyłem, gdzie i jak do nich dotarłem, co myślę o tym, czy innym rozwiązaniu, czy rzeczywiście jestem przekonany, że tak mogło być i czy jestem w stanie to przynajmniej w oparciu o poszlaki udowodnić i tak w kółko, za każdym razem.

Fotografia ślubna wrocław Potem 12 grudnia dokładnie w moje urodziny obrona – Pan Profesor stał sobie z tyłu grupy, gdy ja się „produkowałem”, przy hektarach zarysowanych papierów, w pewnym momencie, zadał Pan pytanie, od którego zrobiło mi się trochę ciepło, ale po nim nie było już innych, ze strony komisji – trochę to trwało zanim zrozumiałem, że właśnie o to chodziło, jeżeli nasze wcześniejsze rozmowy dały Panu wiarę, że wiem, co rysuje i dlaczego, to dogłębna znajomość tematu nie da innym już pola do wątpliwości, szczególnie, że temat był ciekawy i przy mojej gadatliwości zajął sporo czasu.

 

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Largo Haendla - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998

To był po prostu zagranie na progu ryzyka, ale ono dało w efekcie zakończenie dyskusji, która mogła rozwinąć się w kierunku niepomyślnym.

Drogi profesorze, minęło kilka lat od tych pamiętnych urodzin, od późniejszych rozmów w Pana gabinecie, od wspomnień konferencji w Warszawie, gdzie użył Pan mojego dyplomu jako przykładu, że ruina nie jest wieczna, po otrzymaniu dyplomu nasze rozmowy były już zupełnie inne.

Po tych kilku latach spotkaliśmy się na studium podyplomowym z Konserwacji Zabytków, cieszyłem się wtedy w 2003 roku, że jest Pan jeszcze w pełni sił, miałem nadzieję, że uda się zrealizować pod Pana dyktando, pracę doktorską, z drewnianego budownictwa, a jakże!

Zręby zostały położone, mam Pana opinię, konspekt pracy, ale nie dokończyłem jej… z dwóch powodów.

Po pierwsze, zaryzykowałem budowę domu dla inwestora na własną rękę i drogo kosztowała mnie ta praktyczna nauka, tego, co chciałem na papierze opisać, po drugie na tym naszym studium poznałem szereg Osób, które natchnęły mnie myślą, że nie darmo Pan całe życie opiewał swój własny dom, Hrubieszów, Polesie – niesamowite jest to, jak bardzo można być ślepym na to, co nas samych otacza.

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Largo Haendla - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998

Panie profesorze, zastanawiam się czy nie ucinał Pan moich rozpędzonych wywodów na temat porównań architektury „olenderskiej” z domami podcieniowym w Pruchniku, właśnie, dlatego by zwrócić moją uwagę, że tu na Podkarpaciu, na zapomnianej i zakurzonej Galicji, mamy przykłady architektury drewnianej, która warta jest pokazania, że pod samym moim nosem mamy po prostu skarby architektury.

Na pewno wdzięczny jestem mojemu Przyjacielowi Tomaszowi, za to, że własną pracą końcową wprowadził mnie w osłupienie, jak bardzo ślepy byłem i jak wiele warte jest to, co nas otacza.

Panie Profesorze, wybrałem sobie cel w życiu.

Image
Wiktor Zin, Półgłosem i ciszą. - Mały Katyń - Państwowy Instytut Wydawniczy 1998

Pod Pana kierunkiem, ukształtowała się moja życiowa pasja, Panu dedykowałem zeszyt projektów, który kreśliłem ręcznie i któremu jeszcze wiele brakuje, Panu chciałem zadedykować pierwszy dom, który chciałem zrealizować w pełnym wykorzystaniu zasobów detalu regionalnego, ale też z zastosowaniem najnowszych trendów konstrukcyjnych i technologii pasywnej, nastawionej na wykorzystanie energii odnawialnej.

Panie Profesorze, chciałem pokazać Panu coś gotowego, nie tylko marzenia i rysunki świadczące o tym, jak wiele zapomniałem z Krakowskich lat - nie zdążyłem!

Spóźniłem się!

Ale kiedy przyjdzie także po mnie zegarmistrz światła, mam nadzieję, że dane mi będzie spotkać gdzieś tam Pana Profesora, z nieodłącznym lekkim uśmiechem na twarzy i mam nadzieję, że w garści będę mógł trzymać coś, co zasłuży na Pana dobrą opinię i co sprawi Panu przyjemność – obiecuję, ze dopóki mych dni tutaj, będę projektował tak, jakbym w każdej chwili spodziewał się kolejnej Pana korekty, a w miarę możliwości, budować z drewna będę nowe galicyjskie domy, które nie będą musiały się wstydzić swych starszych braci.

Panie Profesorze – do zobaczenia!

Marek Gransicki 

Fotografie: Wiktor Zin, "Półgłosem i ciszą"
Państwowy Instytut Wydawniczy and Radio BIS, Warszawa 1998

Zapraszamy gorąco do lektury książki Profesora Wiktora Zina, "Półgłosem i ciszą", oraz innych książek z cyklu "Piórkiem i węglem", a także do pozostałych artykułów o profesorze znajdujących się na stronach portalu Wiadomości24.pl

Znany architekt i rysownik zmarł 17 maja w Rzeszowie. Był autorem wielu projektów architektonicznych i konserwatorskich, autorem programu "Piórkiem i Węglem". Zin urodził się 14 września 1925 r. Absolwent, wieloletni profesor Politechniki Krakowskiej. 

Przeczytaj:

Ostatni felieton prof. Wiktora Zina

Sztuka patrzenia - [Wczoraj zadzwonił przyjaciel z warszawskiego radia i zapytał,...]

Sztuka patrzenia - [Ostatnio prowadzone badania w Rynku krakowskim wzbudziły spore zamieszanie, bo szło o założenie żelbetowej płyty i palowanie Rynku...]

Sztuka patrzenia - [Wybaczcie Państwo, ale to, co napiszę, będzie dalszą częścią tego, o czym mówiłem przed tygodniem...]

Sztuka patrzenia - [Wszyscy, którzy oglądają dzienniki telewizyjne lub słuchają radia, na pewno zwrócili uwagę na wiadomość...]

Sztuka patrzenia - [Było to pół wieku temu w Krakowie. Wtedy jeszcze to, co pozostało z dawnego, bratało się z tym, co nowoczesne...]

 

Logowanie



Reklama

Reklama

Pogoda

Materiały prezentowane na stronach serwisu www.wszechnicagalicyjska.pl oraz w domenie wszechnicagalicyjska.pl
(np. teksty, zdjęcia, etc.) chronione są prawem autorskim i należą do ich właścicieli. Wykorzystanie autorskich materiałów do celów komercyjnych, zamieszczanie ich na innych stronach internetowych, przedruk lub inne formy powielania, wymagają zgody redakcji portalu. Korzystanie z treści zawartych na portalu wszechnicagalicyjska.pl nie oznacza nabycia do nich jakichkolwiek praw.
Flash Mob Krosno|Górskie Zawody Balonowe
krawężniki granitowe